Sabat lucyferystów w Warszawie

 

Okrągłostołowa szulernia po 25 latach niszczenia Polski czuje się zagrożona, bo zdaje sobie sprawę że wyobcowała się całkowicie i oderwała od oszukanego przez nią Narodu. To wyobcowanie i obawa przed zwykłymi obywatelami widoczne były podczas jublu zorganizowanego 4 czerwca br. na Placu Zamkowym w Warszawie przez rządzących nami szulerów. Zamknięte dla ruchu ulice, szlabany i zapory broniące dostępu do Placu, rewidowanie mieszkańców Warszawy oraz tysiące krajowych i amerykańskich agentów, jakimi naszpikowany był cały teren – oto sceneria imprezy mającej poprawić samopoczucie lucyferystów rządzących zarówno w Polsce, jak i w USA oraz w większości krajów Unii Europejskiej. Do tego nieliczna, ale dokładnie wyselekcjonowana publika mająca udawać, że jest reprezentacją Narodu.

Pretekstem zorganizowania w Warszawie zlotu sług Lucyfera rządzących w USA i większości państw Unii Europejskiej była 25-ta rocznica podstępnego przechwycenia władzy w Polsce przez złowrogą mafię, niewiele wspólnego mającą z Narodem Polskim. Centralną postacią warszawskiego sabatu był prezydent zbrodniczego imperium, jakim są Stany Zjednoczone A.P. Zbrodniczego, bo od  1945 roku do chwili obecnej to lucyferyczne imperium napadło (bez wypowiadania wojny) na 50 suwerennych państw – tylko dlatego, że rządy tych państw chciały być suwerennymi i odrzucały dyktat amerykański. Napadło, niszcząc, mordując i rabując podbite narody.

I oto prezydent tego zbrodniczego imperium, zagrażającego całemu światu, w sposób niewyobrażalnie bezczelny pouczał w Warszawie, jak należy „pokojowo” układać stosunki z innymi krajami. Ten prezydent - którego kraj bez żadnego powodu tak niedawno napadł na Jugosławię, mordując tysiące cywilnych obywateli, niszcząc mienie tego narodu po to, aby oderwać od tego państwa jego historycznie najistotniejszą część, czyli Kosowo-Metochiję - ten prezydent, demonstrując lucyferyczną bezczelność i przewrotność, zarzucał Rosji oderwanie od Ukrainy Krymu, choć Rosja nie napadła na Krym, nie zrzucała bomb kasetowych wzbogaconych uranem, jak to robili Amerykanie w Jugosławii i nie zabiła ani jednego obywatela Krymu, a poza tym Krym od ponad tysiąca lat należał do Rusinów, a ludność tatarska osiadła tam dopiero po najazdach hord mongolskich w XIII wieku. (Hordy te napadły wtedy również na nasz kraj, mordując, paląc i rabując do momentu, aż zostały przez polskie rycerstwo odparte pod Legnicą w 1241 roku). Prezydent USA Barak Obama jest więc diabolicznym kłamcą, jest produktem zbrodniczego imperium zbudowanego przez lucyferystów w rodzaju G. Washingtona, La Fayetta, J.Adamsa, Th. Jeffersona, F. Steubena, K. Pułaskiego i innych członków Kościoła Lucyfera.

Zarówno zwykli Amerykanie, jak i zwykli Europejczycy mają już dość rządów Czcicieli Lucyfera, rządów opartych na kłamstwie, na okradaniu obywateli, na szerzeniu demoralizacji, na celowym niszczeniu narodów, na przedstawianiu państw sprzeciwiających się bandyckiemu postępowaniu USA jako zagrożenia dla pokoju i demokracji (do takich państw lucyferyści zaliczają przede wszystkim Rosję i Chiny, bo przeszkadzają one lucyferystom w podporządkowaniu sobie całego świata i pełnego zniewolenia ludzkości).

Jeśli chodzi o Rosję, to dla lucyferystów stanowi ona dodatkowe zagrożenie, bo powraca ona do chrześcijaństwa, do zdrowych norm społecznych i moralnych, do budowania CYWILIZACJI ŻYCIA w przeciwieństwie do lucyferycznych rządów państw Zachodu opowiadających się za CYWILIZACJĄ ŚMIERCI.

Ludzie dobrej woli na całym świecie pragną żyć w godnych warunkach, nie godzą się na rządy lucyferycznej MAFII BANKIERSKIEJ (której zbrojnym ramieniem są Stany Zjednoczone), dążącej do ustanowienia dyktatorskiego rządu światowego.

Dlatego nie ma przyszłości międzynarodówka lucyferystów – jej dni zostały już policzone, a światło dla ludzkości przyjdzie ze Wschodu:

EX ORIENTE LUX.

 

4 kwietnia 2014 r.

Józef Michał Janowski